Przejdź do głównej zawartości

Posty

Marta i Maria, czyli szkoła relacji

Są tacy ojcowie, którzy całe dnie spędzają w pracy – w różnych firmach, korporacjach, jako menadżerowie, dyrektorzy i nie wiadomo kto jeszcze; całe dnie wiszą na telefonach, jedno spotkanie za drugim, stosy papierów na biurku, a lista ważnych spraw do załatwienia wciąż się wydłuża… Oczywiście pracują dla dobra rodziny, żeby zapewnić jej „wszystko, czego potrzebuje”.  Ale ci ojcowie nie wiedzą, czy ich dziecko woli jeździć na rowerze czy na rolkach, jaką książkę ostatnio przeczytało, woli matematykę czy historię, a jego ulubioną płytę czy nagrał Justin Bieber, Bob Marley czy Metallica. Tacy ojcowie nie będą wiedzieli, że z ich dziecka śmieją się koledzy w klasie albo że ma zagrożenie z chemii. Ojcowie tak zajęci „ważnymi sprawami”, że nigdy nie potarzali się ze swoim dzieckiem na dywanie, nie obejrzeli razem filmu i nie podyskutowali o nim, bo przecież to takie nieważne, bo to strata czasu, bo tyle innych rzeczy na głowie, bo spotkanie z jakąś personą jest ważniejsze od spotkania z wł…
Najnowsze posty

Czas to miłość!

Niektórzy mówią, że czas to pieniądz. A ja wam mówię - czas to miłość. Pieniądz jest znikomy, a miłość trwa. Jeżeli Bóg daje czas, jeżeli przedłuża czas, jeżeli przymnaża lat, oznacza to ponowne zaproszenie do większej jeszcze miłości. Sł. B. kard. Stefan Wyszyński
Czy można mieć czas na miłość albo go nie mieć? Czy może czas mamy zawsze, ale można mieć albo nie mieć w sobie miłości?

Mówi się, że jest pięć języków miłości. Obok dobrego słowa, prezentów, dotyku lub wykonania dla kogoś jakiejś pracy, jednym z "języków" jest właśnie czas. Dla mnie to język najważniejszy, i właściwie - całkiem obiektywnie patrząc - warunkujący wszystkie pozostałe. Kiedy nie mam czasu na telefon albo spotkanie, nie powiem przecież miłego słowa. Gdy nie będę miała czasu z kimś się zobaczyć, nie przygotuję prezentu ani go nie wręczę. A dla wykonania jakiejś pracy dla kogoś też trzeba poświęcić co najmniej kilka cennych godzin swojego życia. Nie podam ręki ani nie przytulę, no bo skoro nie mam czasu …

Oczekiwanie. (Wielka Sobota – wcześniej niż zwykle?)

Kiedy tylko zaczęły pojawiać się informacje o zaprzestaniu wlewania wody święconej do kościelnych kropielnic, a potem także o nieodprawianiu Mszy Świętych, od razu skojarzyło mi się to z Wielką Sobotą. To przecież taki dzień w liturgii, kiedy wchodząc do kościoła zastaniemy pustą kropielnicę, oczekując na poświęcenie wody w Wigilię Paschalną. I jest to dzień, który nie ma własnego formularza Mszy Świętej (Liturgia Wigilii Paschalnej rozpoczyna już świętowanie Niedzieli Zmartwychwstania). Wielka Sobota to więc dzień wielkiej ciszy i czuwania przy grobie - po śmierci, ale w oczekiwaniu na nowe życie. Czyż ten czas kwarantanny nie jest właśnie taką przedłużającą się i przedwczesną „Wielką Sobotą”? W wyniku epidemii umierają ludzie, ale też umiera w pewien sposób dotychczasowy świat, sposób jego funkcjonowania – pokrzyżowane (!) zostaje wiele naszych planów, pogrzebane (!) są różne nadzieje, aktywności lub plany na przyszłość, przynajmniej tę najbliższą. I jednocześnie oczekujemy na to, …

Dotykać, czy nie dotykać?

Czas kwarantanny sprzyja wielu refleksjom. I tak, kiedy wyglądam przez okno i wśród nielicznych przechodniów dostrzegam ludzi w maseczkach i rękawiczkach, noszonych by zapobiec zarażeniu, przychodzi mi na myśl Ewangelia o kobiecie cierpiącej na krwotok (Mk 5, 21-34). Dla Żydów taka kobieta była nieczysta. Nie mogli się więc z nią kontaktować, dotykać jej, by nie zaciągnąć nieczystości także na siebie. Kobieta z Ewangelii cierpiała na swoją przypadłość 12 lat. Co to oznacza? Przez 12 lat nikt jej nie dotknął! Przez 12 lat nie tylko nikt jej nie przytulił, ale także nawet nie podał ręki czy nie poklepał po ramieniu. A idąc ulicą trzeba ją było omijać szerokim łukiem, by nawet przypadkiem się o nią nie otrzeć… Mija dopiero tydzień kwarantanny, a już pewnie wielu z nas odczuwa tęsknotę za spotkaniem z bliskimi, z przyjaciółmi, najlepiej w większym gronie. Tęsknimy za rozmową twarzą w twarz, ale także za tymi prostymi gestami, które bez słów mówią „Dobrze, że jesteś”. Mija zaledwie tydzi…

Pragnienie

Kościoły otwarte, ale w wielu z nich nie sprawuje się w tych dniach Eucharystii z udziałem wiernych. A jeżeli nawet się sprawuje, nie może przyjść na nie więcej niż 50 osób. A nawet jak chce się iść, to i tak słyszę - "zostań w domu". Co to we mnie budzi? Czy faktyczną tęsknotę za spotkaniem, czy dyskomfort z powodu braku jakiejś aktywności, wyłamanie z jakiegoś  schematu, przyzwyczajenia?
Często jest tak, że szukamy zewnętrznych znaków, szukamy Boga na zewnątrz. Bardzo dobrze, że szukamy Go w świątyni, bo tam jest u siebie, bo to Jego dom (por. Łk 1, 41-50).Czy potrafię jednak odnaleźć przestrzeń do spotkania z Bogiem także we własnym domu? Czy potrafię swój dom uczynić Jego domem? Właśnie teraz ja i Ty mamy okazję odkryć, że moje mieszkanie, mój pokój także mogą stać się świątynią, miejscem wypełnionym obecnością Boga. A przede wszystkim – to ja jestem (mam być) świątynią dla Boga – moje serce, całe moje ciało (por. 1 Kor 3, 16-17).
Kiedy Samarytanka wyrusza do studni (por…

Quo vadis, Kobieto? – Za Życiem cz.2

Dziś wspominamy Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny. Właśnie – POCZĘCIE, które stało się początkiem życia Maryi. Córka Joachima i Anny nie była najpierw „zlepkiem komórek”, który po kilku-kilkunastu tygodniach w przedziwny sposób zamienia się w istotę ludzką. Od samego poczęcia była człowiekiem, wybraną przez Boga, pełną łaski.
Dziś toczy się wiele dyskusji na temat tego, kiedy zaczyna się ludzkie życie. Są kobiety, które wykrzykują – „mój brzuch, moja sprawa”, domagają się prawa do aborcji jako wyrazu własnej wolności, a nawet (o zgrozo!) jako prawa człowieka. Według mnie dyskusję na ten temat trzeba by zacząć gdzie indziej - nie dopiero "w brzuchu" kobiety, ale w jej sercu. Bo problemem nie jest to, że nie wiadomo, kiedy się ludzkie życie zaczyna (tutaj nauka dostarcza nam wystarczająco dużo dowodów), ale to, że wołające o swoje "prawo" kobiety nie rozumieją tego, kim są.
Pod względem biologicznym wszystko w kobiecie istnieje po to, żeby mogło stać się…

Po co komu wolontariat?

Po co wolontariat? Każdego roku turnusy Drabiny Jakubowej przyciągają ok. 250-300 wolontariuszy z całej Polski. Ponad połowa z nich wraca na turnusy w kolejnych latach, a niektórzy zostają w Drabinie naprawdę na długo. Wielu z nas angażuje się w wolontariat przez cały rok, działając w Warszawie, Białymstoku, Wrocławiu, Lublinie, Krakowie i innych miastach. Co nas tak ciągnie do wolontariatu? Dlaczego wracamy? Czy nasze życie jakoś się przez to odmienia? Czy naprawdę jest tak, że wolontariusz niczego nie otrzymuje?
By być z ludźmi i dla ludzi Wolontariat to przede wszystkim ludzie - ci, którzy służą i ci, którym się służy – choć w praktyce te granice bardzo się zacierają. Dla Anity to właśnie czas spędzony z innymi i dla innych jest najważniejszy - „Jestem szczęśliwa, że podjęłam decyzję o byciu wolontariuszką. Cztery lata spędzone w Drabinie Jakubowej dały mi możliwość poznania wielu wspaniałych ludzi i przeżycia niezwykłych chwil. Działania w Sztabie, Anielskiej Domówce i Duszpasterstw…