Przejdź do głównej zawartości

Oczami duszy cz. I

Drabina Jakubowa - łączy niebo z ziemią. Bóg posługuje się zwyczajnymi środkami dla nadzwyczajnych celów. Przychodzi tam, gdzie często najmniej się spodziewamy. W tym co słabe, małe, skromne. Sam pojawił się na tym świecie w ukryciu...
Cuda zaczynają się w codzienności. W tych małych rzeczach, które mogą pozostać niezauważone. Otwórzmy oczy, uszy, serca, żeby się przekonać, że On Jest. 

Świadectwa

I „Ofiaruję Ci wszystkie chwile mego życia by żadna z nich nie była zmarnowana...” bł. o.Honorat Koźmiński. 

Tak naprawdę po doświadczeniu Drabiny Jakubowej, po tych kilku dniach spędzonych w Brańszczyku, mogę się podpisać pod tymi słowami z duchowego testamentu o. Honorata. 
To był czas nie tylko ofiarowania części z siebie dla kogoś, ale prawdziwa nauka by żadna z danych chwil życia nie była zmarnowana. By wykorzystywać, przyjmować i wyciskać wszystko co najlepsze z życia. Czerpać jak najwięcej, jak najbardziej, jak najczęściej z prostej nauki miłości do Boga przez drugiego człowieka. 
Ten czas pokazał mi jak bardzo niedomagam w miłości, jak bardzo moje życie było skupione na rzeczach świata... Jak bardzo ograniczyłam swoją życiową przestrzeń do pracy, do spraw bezwartościowych zapominając w tym o sobie, o drugiej osobie... o Tym na Górze, który kocha miłością nieograniczoną. Pokazując codziennie mi jak ogromną mam wartość, gdy jestem blisko, gdy czepię prosto ze Źródła. 
Przyjmuje moje słabości, moje niedomagania, tak jak ci, którzy towarzyszyli mi w tym czasie zarówno duchowo jak i osobiście wskazując ogromną wartości mojej osoby jako człowieka. Prostego i na pewien sposób „niepełnosprawnego”. Tak naprawdę mogę uznać, że był to czas piękny Miłością pokazywaną przez małe gesty, słowa i prostą obecność drugiego człowieka. To co najważniejsze to właśnie Obecność. Czuć Bożego Ducha, który rozprzestrzenił się na nas ogromną miłością pokazując, że ilekroć niedomagam jestem silny. Ilekroć moja słabość przemienia się w moją moc. 

Można rzecz, że po prostu dziękuję Bogu za Was i dziękuję Wam za czas. Za każdy uśmiech, rozmowę i proste gesty wskazujące że Wasze życie jest stworzone na podstawie Bożego Ducha. Wiedząc dlaczego, a nawet dla Kogo jesteście ważni. Jesteście kochani i pokazujecie jak Kochać innych. To był tydzień ważnej nauki miłości jak i odwagi do bycia dla Was. 



II Już ponad dwa tygodnie minęły od czasu, gdy odnalazłam kolejne miejsce, gdzie chce się wracać. Brańszczyk.
To tam, każdego dnia byłam obdarowywana uśmiechem "za darmo". Tam każdego dnia, za rogiem, czekał ktoś, kto przytulił, bo czuje, że jest to człowiekowi potrzebne.

Tam, każdego ranka, gdy z wielkim trudem zwlekałam swoje ciało z łóżka po krótkiej nocy, ktoś uśmiechem od ucha do ucha oznajmiał, że ten dzień będzie dobry. 

Tam nigdy nie wiadomo, co przyniesie dzień, mimo jednego - każdego dnia będziesz wiedzieć, że jesteś kochany, jesteś potrzebny taki, jaki jesteś i że zawsze znajdzie się ktoś, kto ci o tym przypomni. Słowem, gestem, uśmiechem, mrugnięciem.
To właśnie w Brańszczyku kolejny raz doświadczyłam tego, że niepełnosprawność to nie stan ciała, a ducha. Twoje ciało może Cię ograniczać, może sprawiać trudności m.in. w komunikacji, ale gdy zauważasz drugiego człowieka i doceniasz jego obecność - to nie Ty jesteś niepełnosprawny. Niepełnosprawność jest zawsze tam, gdzie liczy się tylko własne "ja". Pojechałam z nastawieniem "daj z siebie", a wróciłam napełniona darami innych. Dziękuję!


Relacja podopiecznej:
III Brańszczyk to dla mnie najcudowniejsze miejsce na ziemi a Drabina Jakubowa to nasza wspólnota i moja druga rodzina. Ksiądz Łukasz jest wspaniałym człowiekiem poświęcał mi dużo czasu na 3 turnusie choć nie miał go wiele. Wolontariusze okazali mi dużo serca i miłości za co jestem im bardzo wdzięczna szczególnie mojej wolontariuszce Madzi, jest naprawdę Kochana!! Na 3 turnusie doznałam wiele radości i wzruszeń: Tomek - "kozacki chłopak" który ogolił sobie nogi na bal przebierańców, Jurek kleryk tak mnie rozśmieszył pierwszego dnia turnusu, że mało z wózka nie wypadłam, Pani Maria - pielęgniarka, od razu pierwszego dnia się mną zajęła, między innymi przyniosła mi sok, Izunia - druga pielęgniarka, która kiedy była potrzeba robiła mi opatrunki na odleżynach, Ksiądz Piotr - nasz rekolekcjonista, wspaniały człowiek, okazał mi tyle Miłości, że to się nie mieści w mojej głowie do tej pory, Mateusz, bardzo sympatyczny i dowcipny człowiek, Kasia, kochana dziewczyna o anielskim głosie. Cud Księdza Marka Chrzanowskiego - jego uzdrowienie i jego świadectwo na Mszy. W Kaplicy nie mogłam uwierzyć i powstrzymać łez wzruszenia, Benia i Zuza najwspanialsze koordynatorki świata ogarniające wszystko!! I Jan - kochany Jan o wielkim sercu!! Basia kochana dziewczyna taka wesoła, choć bardzo chora, Agata wolontariuszka Basi wspaniała, wesoła i szczera dziewczyna i Mario, podopieczny który był w stanie rozśmieszyć każdego...
Dziękuję Wam :)










Popularne posty z tego bloga

Czy Pan jest księdzem?

Czy Pan jest księdzem? - Tak! - Katolickim księdzem? - Tak! - A ksiądz pomaga tym ludziom? - No, takkk... - To ja to bardzo szanuję.
Starszy pan odwrócił się i oddalił od nas, ale było widać, że płacze. Dosłownie w momencie jego oczy, lekko ukryte za przyciemnianymi okularami zapełniły się wstydliwymi łzami. Chciałem jeszcze zagadać, zapytać, czy wszystko w porządku itp. ale łzy chyba nie pozwoliły mu na luksus rozmowy.



Może nasłuchał się już tak wielu skarg, żali, utyskiwań, czy wręcz skandalicznych relacji z "życia Kościoła", że widok czegoś innego, spoza schematy wycisnął mu nagle łzy z oczu, łzy wzruszenia, że to, co w Kościele kocha i za czym tęskni nie przepadło całkiem.

Nasza grupa właśnie opuszczała Rynek Główny, wózki w jedną stronę z wolontariuszami, ja z tymi chodzącymi, ale z trudem, ruszyliśmy w drugą, do Brańszczykobusa. Po drodze moi podopieczni entuzjastycznie witali i pozdrawiali staruszki siedzące na ławeczkach, śmiali się, śpiewali piosenki, które dopiero…

Boję się Twojej miłości

Boję się wielu rzeczy. 
Boję się porzucenia. Boję się, że nie dam rady. Boję się samotnej jazdy pociągami (dlatego często wybieram Polskiego Busa). Boję się latania samolotem. Boję się chodzić sama ciemną nocą. Boję się księży, którzy z ambon mówią więcej o szatanie i złu 'tego świata' niż o Bogu i Jego miłości... Boję się często, co ludzie o mnie pomyślą... Boję się samotności.


Jedne lęki mnie paraliżują, inne po prostu sobie są, inne staram się pokonywać na wszelkie możliwe sposoby.
Więc jeżdżę pociągami (do samolotu wejść się jeszcze nie odważyłam...), w nocy też chodzę - bo do domu, po podróży, wrócić trzeba, a każdorazowe "nie dam rady" staram się zastąpić... najzwyklejszym działaniem. I tłumaczę sobie, że przecież nie zawsze muszę ją sobie dawać, bo przecież nie tytanem, a człowiekiem jestem.  Inni ludzie uważają mnie raczej za odważną i szaloną, aż szkoda, że nie wiedzą, ile galarety w sobie noszę i jak bardzo drżę podczas podejmowania każdej kolejnej decyzji…

paradoks Miłości

Bóg dał człowiekowi wolną wolę, więc nie może nikogo zmuszać do miłości, Jego trzeba wybrać. To jest paradoks: Wszechmogący, który wszystkiego nie może. Przychodzi i prosi o miłość.  ks. Jan Twardowski
Ostatnio coraz mocniej zdaję sobie sprawę, że istnieje w świecie duży deficyt miłości. Żyjemy, śnimy i umieramy… samotnie. Czekamy, aż ktoś nam powie: kocham cię; aż ktoś zapewni, że jest obok; aż ktoś przytuli, gdy będziemy w potrzebie. Czasem się tak dzieje – jednak nie zawsze i nie u każdego. Samotność nie mija, a pobłębia się. Niby wszyscy o tym wiemy, a jednak… często nie umiemy, nie chcemy, boimy się tę samotność zmniejszyć. Ona przecież nie zawsze jest zła, nie musimy jej tępić.  „Ale żeby chociaż tak nie bolało” – powiedziała do mnie jedna z moich koleżanek. „Chociaż tak…”.
Półtora roku temu zmarł mój dziadek. Rak żołądka, który się do niego przyczepił, strasznie go wyniszczył. Dziadek przez ostatnie miesiące swojego życia jadł przez sondę. Bardzo długo zachował swoją żywotność …