Przejdź do głównej zawartości

Jakby tu komuś przyłożyć...

Zły niedźwiedź chodził po lesie i tylko czekał, aby komuś przyłożyć. Zobaczył zajączka:

- Ty, zając, czemu chodzisz po lesie bez czapki?

I łup go!

Idzie dalej, zobaczył wilka.

- Wiesz co, mam ochotę komuś przyłożyć...

- No to idziemy do zająca...

- Ale już dostał, głupio jakoś...

- Pretekst zawsze się znajdzie. Poprosisz go o papierosa. Jak da z filtrem, to powiesz, że chciałeś bez filtra. Jak da bez filtra, to powiesz, że chciałeś z filtrem.

Poszli do zajączka.

- Cześć zajączku, poczęstuj mnie papierosem.

- Chcesz z filtrem czy bez filtra?

- Zając, ty znowu bez czapki po lesie chodzisz…


A w (Mt 22, 15-21) dokładnie taka sama scena: Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: "Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?" Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: "Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!" Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: "Czyj jest ten obraz i napis?" Odpowiedzieli: "Cezara". Wówczas rzekł do nich: "Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga".

Jak dwóch największych wrogów spiera się ze sobą o cośtam i przychodzą razem cię o to zapytać, to zwykle musisz stanąć po jednej ze stron, stać się czyimś wrogiem i czyimś sojusznikiem, albo może dodatkiem do jego wizji świata. Tak, czy owak zrobisz, może się okazać, że i tak dostajesz po głowie.

Kłócimy się… o maseczki i czy jest pandemia, czy plandemia, o ekologię i zwierzęta albo o los ludzi, walczymy o prywatyzację lub odwrócenie prywatyzacji kamienic, spieramy się o dyktat przyjmowania terrorystów lub o to, że żaden człowiek nie jest nielegalny. Spieramy się o tęczę. Najpierw jedni czarnych sklejają z pedofilią, a teraz inni tęczowych… Jesteś lewy, czy prawy?

„Oddajcie Cezarowi to, co cesarskie.” Może jesteście wstrząśnięci ostatnią sensacją. Jeden ksiądz mówił ludziom, żeby zdjęli maseczki na nabożeństwie. Albo nie wiecie, co zrobić z lekcjami jogi, skoro mogą być zagrożeniem duchowym... Okazuje się, że żyjemy w bardzo skomplikowanym świecie. Proszę, nie każcie mi wyjaśniać tego całego świata. Naukowcy są lepsi i gorsi, podobnie jak lekarze, czy duchowni, ale niech każdy wypowiada się w swojej dziedzinie. Co za bieda naszych czasów, że w internecie demokracja pozwala każdemu mówić to, co mu przyjdzie do głowy i niestety ludzie uważają, że nie tylko mogą, ale jeszcze muszą się na każdy temat wypowiedzieć.

Pewnie mógłbym wyjaśnić to i owo. Na przykład zagadnienie tzw. „tęczy”, słowa abp Jędraszewskiego, czy wystąpienia różnych „aktywistów”, ale… żeby obie strony konfliktu się przy tym pogodziły, to… musielibyśmy spędzić dużo czasu na słuchaniu siebie, nauczeniu się wspólnego języka, a to już jest „daleka podróż zagraniczna” i nie każdego na to stać. Czy więc jest sens tłumaczyć? Może zamiast strzępić język mogę zrobić coś lepszego?

„Oddajcie Bogu to, co Boskie.” Bo w całym tym zamęcie, powiedzmy to wreszcie, tęcza, imigranci, kamienice, zwierzęta i ekologia, ani nawet pandemia – nie są najważniejszą sprawą. To są ważne tematy, które stoją na drugim miejscu, a wynikają z najważniejszego, ale tak oczywistego, że o nim zapominamy: Oddajcie Bogu to, co Boskie! Ostatecznie każdy z nas już niedługo będzie musiał się rozliczyć z tego rachunku oddawania.

Żebyś nie wiem jak się uwijał przy pozostawaniu bezstronnym, to prędzej, czy później i tak znajdziesz się na krawędzi, albo usłyszysz, że „znów chodzisz po lesie bez czapki”. Najwyraźniej zawsze znajdzie się ktoś, kto tylko szuka pretekstu, żeby się wyładować. Jak dłużej pożyjesz w tak skomplikowanym świecie, gdzie ludzie się nie rozumieją, okazują sobie wrogość i brak zaufania, to w końcu i ty poczujesz tą przemożną chęć przywalenia komuś w łeb…

Obym tylko dostawał w łeb za właściwe rzeczy. Nie chcę być męczennikiem za bycie lewym lub prawym politycznie, nie za klimat lub sprawiedliwość, nie malowanie tęczy lub umacnianie tożsamości. Chcę, ale za Prawdę przez duże P. Taką, co wymaga szukania i często jest niewygodna w binarnym układzie sił.

Moralnym zwycięzcą mogę być, kiedy uderzony, policzek nadstawiam jeszcze raz, bo bije mnie człowiek, w którym widzę mojego bliźniego, również zagubionego w skomplikowanym świecie, poranionego grzechem, nałogami, zmanipulowanego propagandą, kłamstwami. Policzek nadstawiam, bo żadne słowa już ludziom niczego nie tłumaczą i pozostają tylko proste komunikaty, gesty, uczynki miłosierdzia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Instrukcja obsługi błogosławieństwa on-line

Jeśli twój znajomy ksiądz błogosławi Ci na FB lub w sms'ie, nie wpadaj w panikę, tylko przeczytaj i zobacz instrukcję ;-) Jakiś czas temu Stolica Apostolska wypowiedziała się, że nie ma mowy o spowiadaniu przez telefon. Przez Skype pewnie też obowiązuje ta sama zasada. Tym bardziej inne sakramenty - komunia, namaszczenie, ślub... Wprawdzie w sakramentach konieczny jest żywy kontakt miedzy osobami, ale sakramentalia (np. poświęcenia i błogosławieństwa) wydają się już bardziej elastyczne...

Pragnienie

Kościoły otwarte, ale w wielu z nich nie sprawuje się w tych dniach Eucharystii z udziałem wiernych. A jeżeli nawet się sprawuje, nie może przyjść na nie więcej niż 50 osób. A nawet jak chce się iść, to i tak słyszę - "zostań w domu". Co to we mnie budzi? Czy faktyczną tęsknotę za spotkaniem, czy dyskomfort z powodu braku jakiejś aktywności, wyłamanie z jakiegoś  schematu, przyzwyczajenia? Często jest tak, że szukamy zewnętrznych znaków, szukamy Boga na zewnątrz. Bardzo dobrze, że szukamy Go w świątyni, bo tam jest u siebie, bo to Jego dom (por. Łk 1, 41-50).   Czy potrafię jednak odnaleźć przestrzeń do spotkania z Bogiem także we własnym domu? Czy potrafię swój dom uczynić Jego domem? Właśnie teraz ja i Ty mamy okazję odkryć, że moje mieszkanie, mój pokój także mogą stać się świątynią, miejscem wypełnionym obecnością Boga. A przede wszystkim – to ja jestem (mam być) świątynią dla Boga – moje serce, całe moje ciało (por. 1 Kor 3, 16-17). Kiedy Samarytanka wyrusza do

Ukaz mi, Panie, Swą twarz - J 14, 7-14

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście”. Rzekł do Niego Filip: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wy starczy”. Odpowiedział mu Jezus: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: "Pokaż nam Ojca?" Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie, wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię”. J 14,7-14 „Po