Przejdź do głównej zawartości

To jest christyle 1

Może już wiecie, po moim pierwszym wpisie, czym nie jest christyle. Teraz czas pokazać, krok po kroku wszystkie te zdumiewające odkrycia, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że to coś istnieje, że można to zidentyfikować. Bo przecież chodzi o to, żeby chrześcijaństwo było wyraźne!

Skoro tak trudno chrześcijanina rozpoznać po wyglądzie, to jedynym sposobem jest rozpoznać go po postępowaniu. Już jakiś czas temu miałem wrzucić ten tekst do kategorii "Znalezione", ale czekał chyba właśnie na to. Konrad Kruczkowski na blogu "Halo ziemia":
"Na tydzień przed porodem, kiedy pojawiły się komplikacje, trafiliśmy na oddział patologii ciąży. W sali z czterema kobietami, w skrzydle z kilkunastoma innymi. Baliśmy się, więc byłem z żoną przez cały czas: przynosiłem zakupy, prowadziłem ją do łazienki, rozmawiałem z lekarzami, patrzyłem na ręce niefrasobliwej obsługi. Wracałem do domu krótko na noc, choć personel szpitala wiedział, że godziny odwiedzin mnie nie obowiązują. Nie byłem tam, żeby żony pilnować, jest dorosłą, mądrą kobietą. Byłem tam, żeby być pomocnym.

Doskonale rozumiem, że przez obowiązki zawodowe, nie każdy mąż i tata może sobie na to pozwolić. Ale przez te kilka dni widziałem dziesiątki odwiedzin mam, sióstr, przyjaciółek i bardzo, bardzo mało wizyt innych mężczyzn. A jeśli już, to na kilka chwil, formalnie. To było przykre doświadczenie."
...
Kilka dni temu rozmawiałem z kolegą, który jest ojcem nieco bardziej doświadczonym. Szykują się na przyjęcie drugiego dziecka. Kuba podzielił się tym, co powiedziała jego żona: chcę urodzić tego chłopca, bo okazałeś wsparcie przy pierwszym."


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Deo gratias!

"Wtedy, kiedykolwiek jest jakiś brak, potrzeba jest miłości miłosiernej, potrzeba jest wyobraźni miłosierdzia. Kiedy kocham drugiego, kiedy on nie jest mi w stanie odwzajemnić, kiedy jestem z nim, mimo że nie kocha mnie tak, jakbym tego potrzebował (...) potrzeba jest miłości miłosiernej, która kocha pomimo wszystko. (...) Popychajmy siebie do gestów miłości, której tak bardzo przecież potrzebujemy." 
Usłyszałam te słowa, z ust o. Roberta, podczas mojej własnej Mszy ślubnej.  Mszy, która zapoczątkowała nowe - a jednocześnie kontynuowała "stare" - życie. 
fot. Kam Video - Aś Jarosz
Kiedykolwiek jest jakiś brak...
Jeśli mąż nie pozmywa naczyń (a prosiłam go już kolejny raz...). Jeśli ja, zaaferowana książką, zapomnę wstawić obiad... Jeśli modlitwa wieczorna nie będzie taka, jak byśmy chcieli, żeby była... Jeśli nie mam wystarczająco siły, aby wstać z łóżka. Jeśli on... Jeśli ja...
Potrzeba jest wyobraźni miłosierdzia. Potrzeba jest miłości miłosiernej.
Miłości, która…

kochać i być kochanym

Z dzieciństwa niewiele pamiętam. Nie wiem, kto nauczył mnie "Ojcze nasz" czy "Zdrowaś Maryjo", nie jestem pewna, czy to babcia pokazała mi, jak wykonać znak krzyża, a może mama?... jednak w pamięci, głęboko wyryty, mam obraz mojej mamy, która modliła się przy moim łóżku, a gdy kroiła chleb, starała się o każdy okruch - żeby tylko nie spadł na ziemię... I zanim go ukroiła, czyniła na nim znak krzyża - żeby go nigdy nie zabrakło!

Z tą samą troską starała się nam pokazać, że ważny, najważniejszy jest szacunek do drugiego człowieka - niezależnie od tego, kim by był...

Kiedy o tym pomyślę, po plecach przechodzi mnie dreszcz. Dziwne uczucie. Jakby to było wczoraj! A przecież minęło już moje ćwierćwiecze, przecież od dawna nie mieszkam w rodzinnym domu, przecież wpadam tam tylko 'od święta' i na chwilę... Jednak obraz mamy całującej i błogosławiącej bochenek chleba... tego się chyba nigdy nie zapomina!

Z dzieciństwa - miałam wtedy 8, może 9 lat - pamiętam też moj…

Czy Pan jest księdzem?

Czy Pan jest księdzem? - Tak! - Katolickim księdzem? - Tak! - A ksiądz pomaga tym ludziom? - No, takkk... - To ja to bardzo szanuję.
Starszy pan odwrócił się i oddalił od nas, ale było widać, że płacze. Dosłownie w momencie jego oczy, lekko ukryte za przyciemnianymi okularami zapełniły się wstydliwymi łzami. Chciałem jeszcze zagadać, zapytać, czy wszystko w porządku itp. ale łzy chyba nie pozwoliły mu na luksus rozmowy.



Może nasłuchał się już tak wielu skarg, żali, utyskiwań, czy wręcz skandalicznych relacji z "życia Kościoła", że widok czegoś innego, spoza schematy wycisnął mu nagle łzy z oczu, łzy wzruszenia, że to, co w Kościele kocha i za czym tęskni nie przepadło całkiem.

Nasza grupa właśnie opuszczała Rynek Główny, wózki w jedną stronę z wolontariuszami, ja z tymi chodzącymi, ale z trudem, ruszyliśmy w drugą, do Brańszczykobusa. Po drodze moi podopieczni entuzjastycznie witali i pozdrawiali staruszki siedzące na ławeczkach, śmiali się, śpiewali piosenki, które dopiero…