Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2018

Życie jest zmianą

"La mia vita è cambiamento" ("Moje życie jest zmianą") - taki tytuł nosi tomik wierszy, których autorem jest Alessandro di Vaio – radosny, uśmiechnięty chłopak z Neapolu, pełen ciepła, zawsze mający dobre słowo dla innych, żyjący z pasją. Nie miał sprawności mówienia ani chodzenia, ale tym, w czym osiągał mistrzostwo, była sprawność kochania. Wózek, na którym się poruszał, nie stanowił dla niego symbolu niepełnosprawności, ale był on pojazdem umożliwiającym dotarcie do drugiego człowieka, by zanieść mu miłość, uśmiech, pogodne spojrzenie. Życie Alessandro zmieniło wielu spośród tych, którzy go otaczali i spotykali na co dzień. Jego wiersze, pisane przy pomocy symboli Blissa, przemieniały zwykły świat w niezwykłą przestrzeń, wydobywały z niego to, co w nim najlepsze i najpiękniejsze. Dziś zmieniają tych, którzy je czytają, pomimo tego, że Autor przeszedł już do nowego Życia. Wśród podopiecznych i terapeutów warsztatów terapii zajęciowej z Małym Cottolengo w Neapolu…

Czy Pan jest księdzem?

Czy Pan jest księdzem? - Tak! - Katolickim księdzem? - Tak! - A ksiądz pomaga tym ludziom? - No, takkk... - To ja to bardzo szanuję.
Starszy pan odwrócił się i oddalił od nas, ale było widać, że płacze. Dosłownie w momencie jego oczy, lekko ukryte za przyciemnianymi okularami zapełniły się wstydliwymi łzami. Chciałem jeszcze zagadać, zapytać, czy wszystko w porządku itp. ale łzy chyba nie pozwoliły mu na luksus rozmowy.



Może nasłuchał się już tak wielu skarg, żali, utyskiwań, czy wręcz skandalicznych relacji z "życia Kościoła", że widok czegoś innego, spoza schematy wycisnął mu nagle łzy z oczu, łzy wzruszenia, że to, co w Kościele kocha i za czym tęskni nie przepadło całkiem.

Nasza grupa właśnie opuszczała Rynek Główny, wózki w jedną stronę z wolontariuszami, ja z tymi chodzącymi, ale z trudem, ruszyliśmy w drugą, do Brańszczykobusa. Po drodze moi podopieczni entuzjastycznie witali i pozdrawiali staruszki siedzące na ławeczkach, śmiali się, śpiewali piosenki, które dopiero…

Znów na Drabinie!

Na drodze krzyżowej Kuba prezentuje ułożone przez siebie rozważanie. Siedzi na wózku porażony tak głęboko, że nawet palcem nie kiwnie. Komunikuje się ruchem gałek ocznych. Na szczęście to wystarcza nam do porozumienia. Rozważanie ma proste przesłanie: "dla mnie nieść krzyż oznacza cierpliwość i rehabilitację, żeby ci, co się mną zajmują mieli lżej".



Dominika jest niepełnosprawna intelektualnie. Bardzo lubi słodycze, nie zawsze jest w stanie sobie odmówić przyjemności ich jedzenia... No chyba, że te słodycze, na które ma ochotę pójdą do specjalnej torby, którą Dominika dowiezie na turnus i podaruje wolontariuszom na balu przebierańców, żeby się mogli wtedy poczęstować...




Patrzę na tą torbę i wyobrażam sobie ile razy toczyła walkę, żeby nie zjeść czekolady, cukierków, ciastek itp, które widzę w środku!

Takie krótkie doświadczenia wystarczają, żeby ustawić mi duchowy początek całych wakacji. Dawka autentycznej miłości, jaka często płynie właśnie od tych maluczkich, po których s…

Zapach Księdza Orione w Neapolu

Kochające dzieci dają najlepsze świadectwo o kochającym ojcu. I nie ma znaczenia, czy jest to ojciec rodziny czy zgromadzenia. Nas w Neapolu na lotnisku przywitali Gino i Angelo. Dzisiaj już ponad 60-letnie dzieci Zgromadzania Księdza Orione. Kiedy w dzieciństwie zachorowali na polio, opiekę nad nimi roztoczył Ksiądz Orionie ze swoimi współpracownikami. Poczuli się wówczas kochani i wartościowi. Dzisiaj - już po przejściu swojej zawodowej drogi w różnych międzynarodowych korporacjach – pracują jak sami mówią - dla Księdza Orione. Gino jako Dyrektor ds. personalnych, Angelo jako Dyrektor ds. Administracyjnych w Centrum ks. Orione w Neapolu. Starają się oddać to, co otrzymali.
Świadectwo dzieci o ojcu nas ujęło. Naturalne, spontaniczne, prawdziwe. Wystarczyło. Już na samym początku poczuliśmy się jak w rodzinie. Rodzinie Księdza Orione. Zmęczenie podróżą minęło. Odczuliśmy świeżość i radość. Uświadomiłem sobie, że one zawsze pojawiają się, kiedy doświadczam autentycznego świadectwa. Po…

Człowiek gór

"Góry oczyszczają i wymagają oczyszczenia.
Góry oczyszczają z egoizmu i samolubstwa,
z zarozumialstwa i pychy.
Góry stanowią wspaniały teren zdobywania
wierności w szukaniu.

Góry uczą szukania, uczą cierpliwości.
Oczyszczają z egoizmu,
gdy trzeba się dzielić kawałkiem chleba, czy kostką cukru,
lub gdy trzeba rezygnować z własnych planów,
by ratować drugiego często nieznanego człowieka.

Człowiekiem gór nie jest ten,
który umie i lubi chodzić po górach,
ale ten, który górami potrafi żyć w dolinach.
Gdy człowiek czuje się jak karzeł wobec ogromu gór
i gdy poznając samego siebie, swoje wnętrze,
swoje możliwości, swoją niewystarczalność,
zdobywa krok za krokiem jedną z najcenniejszych cech ludzkich - pokorę,
która zdobyta w górach, potem owocuje w dolinach.

Właśnie wtedy kiedy na pytanie: po co chodzisz po górach?
jesteś zakłopotany i nie wiesz, co masz odpowiedzieć,
to właśnie wtedy dajesz dowód, że szukasz NIEZNANEGO."

…znalezione w gablocie przy pustelni św. Brata Alberta na Kalatówkach



Ostatni…

Do dzieła

Razem  W Drabinie Jakubowej chcemy wspierać siebie nawzajem na drodze rozwoju osobistego. Na spotkaniach wspólnoty wolontariuszy i podopiecznych bardzo wyraźnie to widać. Uśmiech, słowa otuchy,  zachęcanie, dzielenie się wartościowymi treściami - to wszystko działa jak katalizator pozytywnej zmiany. Kiedy czuję, że inni we mnie wierzą, jestem gotowa do działania. Chcę pracować nad sobą. Kilka miesięcy temu powstała wizja rozwoju wspólnoty w ramach struktury, która będzie przygotowywać do realizacji konkretnych zadań, tych zgodnych z predyspozycjami i zainteresowaniami wolontariuszy. Wśród uczestników Drabiny Jakubowej panuje różnorodność ze względu na sytuację życiową, wiek, zawód, umiejętności, doświadczenia, duchowość.  Łączy nas pragnienie, żeby ten świat zmieniać na lepszy. Każdy z nas podąża inną drogą, ale razem realizujemy cele DJ. Rozwój osobisty realizowany w grupie osób o podobnych wartościach nabiera nieprawdopodobnego przyspieszenia. Chcemy to wykorzystywać i stworzyć w DJ…

Cisza jak...

Ucisz się, posłuchaj...


Jest wiele rodzajów ciszy.
Może być cisza gór albo brzegu jeziora; zachwytu, w którym słowa nie są potrzebne. Jest cisza pełna zdumienia nad historią, która się właśnie wydarza, nad doświadczeniem właśnie przeżywanym. 
Może być cisza OBECNOŚCI z przyjacielem - kiedy nic nie trzeba mówić, a po prostu BYĆ. Cisza, która nie krępuje, a wyraża wolność. Przestrzeń na spotkanie – z samym sobą, z człowiekiem, z Bogiem. W takiej ciszy możesz dowiedzieć się, kim jesteś. Usłyszeć swoje myśli i uczucia. Gdy taka cisza dojdzie do głosu – może wydobędzie uśmiech, a może łzy? Ale na pewno wydobędzie prawdę.

Jest jednak też cisza agresywna i walcząca - takie milczenie "cichych dni" pełnych gniewu i zawiści. Cisza ponurej samotności, albo niewypowiedzianego, tłumionego buntu. Cisza pełna lęku o ocenę jakiegokolwiek wypowiedzianego słowa.  
Jest cisza tabu – milczenie zakrywające prawdę, próbujące udawać, że czegoś nie ma - bo może „lepiej” (wygodniej?) nic nie powiedzieć, …

Po drabinie wyżej zajdziesz cz.II

Co się dzieje kiedy wchodzisz na Drabinę Jakubową? Droga prowadzi w górę, jest tylko jeden kierunek. Kiedy zaczynasz poznawać działalność Drabiny Jakubowej (DJ) i angażować się, odkrywasz nowe możliwości. Zbliżasz się do ludzi, razem z nimi pokonujesz fizyczne trudności, ale też ograniczenia które są w Twojej głowie (myśli: "boję się", "nie wiem jak mam zbliżyć się do cierpiącego człowieka, jak mu pomóc", "nie dam rady", "to nie dla mnie", "nie chce mi się", "moja praca nic nie wniesie"). Jeśli podejmujesz wyzwanie, to zyskujesz coraz większą śmiałość i odwagę.
Doświadczenia, szczególnie te dzielone z innymi ludźmi, najbardziej kształtują naszą osobowość, emocjonalność, sposób myślenia i zachowanie. Proces wzrostu osobowego przynosi zdumiewające rezultaty kiedy zaprasza się do niego Pana Boga. On wie najlepiej jakie talenty i w jakim celu nam podarował, jakie pragnienia złożył w nasze serca. Pomaga nam odkrywać powołanie. Sł…

Po drabinie wyżej zajdziesz cz. I

Życiowe zakręty Czasami jeden wysłany mail może zmienić życie. Zaproszenie od nieznajomej osoby. Brańszczyk, wolontariat, wakacje z osobami niepełnosprawnymi. Nie dla mnie... To jest dla tych bezinteresownych, pracowitych, oddanych, szlachetnych ludzi, którym nie brakuje odwagi, żeby dawać z siebie wszystko. Nie moje miejsce, nie wiem kto tam przyjeżdża, za trudne, mam swoje problemy, zbyt wymagające czasowo. A jednak nie wyrzuciłam wiadomości do "kosza". To była taka mała iskierka, która obudziła dawne marzenia o tym, żeby poświęcić się w życiu czemuś, co ma głębszy sens, żeby być komuś potrzebną, żeby żyć nie tylko dla siebie. Iskierka rozpalała coraz bardziej niedorzeczne myśli: pojechać, spróbować, zaryzykować, nie pytać, iść w ciemno.  Nie, to nie dla mnie... Podchodzę do życia bardziej praktycznie, realistycznie. Z moim logicznym umysłem dałam jednak szansę pomysłowi - zadzwoniłam do koordynatorki, żeby zadać kilka pytań i utwierdzić się w przekonaniu, że się nie nad…

Wszystko z miłością

Niektórzy uważają mnie za nieco szaloną.
Kilka mniej lub bardziej długich podróży autostopowych po Polsce i Europie. Udział w "Jeden z dziesięciu". Pójście do klasztoru i późniejsza rezygnacja. Praca w Krakowie - decyzja podjęta w kilka tygodni... 
Szaleństwo, nie?
Gdy moje rówieśniczki wygodnie odpoczywały, ja brałam plecak podróżny, pakowałam się i mówiłam, że jadę w świat. Najczęściej bez pieniędzy, bez zapewnionego noclegu. Z dużą dozą zaufania do Boga i własnej brawury. Bez lęku o i do drugiego człowieka. Przecież ludzie są dobrzy...  Z uśmiechem. Spontanicznością. Zjeździłam w ten sposób pół Europy - śpiąc pod gołym niebem, pod wiaduktem w centrum (!) Wiednia, na nieczynnych torach kolejowych...  Bóg czuwał. Nigdy nie byłam głodna. Za to spotkałam masę ludzi, często mocno poranionych przez życie, którzy mi swoją troską pokazali, że Bóg jest naprawdę dobry!
Dzisiaj, gdy biegnie 25 rok mojego życia - dla jednych niewiele, dla mnie chyba wystarczająco... - coraz bardziej…

błogosławić

Przyznam się Wam do czegoś... Kiedy uczyłam się w gimnazjum, a w mojej parafii rozpoczęły się przygotowania do bierzmowania, jednym z ważnych momentów dla nas był wybór imienia. Niektórzy patrzyli tylko na imię – podyktowane sentymentem, innym razem dobrze brzmiące z pierwszym imieniem i nazwiskiem, a jeszcze inne wydawały się dla niektórych egzotyczne (a dobrze jest się czymś odznaczać). Nie zamierzam oceniać tych motywów. Sama przybrałam imię Teresa. I wcale nie dlatego, że żywiłam jakiś szczególny sentyment czy szacunek do św. Teresy z Avila albo małej Tereski od Dzieciątka Jezus. Tak nie było... Nie chciało mi się szukać żadnej świętej, odrzucały mnie wszystkie średniowieczne dziewice męczennice, odpychały zamurowane wizjonerki czy święte z obciętymi piersiami. Matka Teresa była dla mnie bliższa – mogłam ją obejrzeć w telewizji, wydawała się taką prostą, zwykłą siostrą zakonną. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że Jej osoba stanie się dla mnie taka ważna. W życiu bym nie przypuszczał…

Podstawy (duchowej) przedsiębiorczości

Być może gdyby przyszło mi prowadzić firmę, miałabym problem z tym, jak to wszystko „ogarnąć”. Być może, podejmując się giełdowych inwestycji, nie zarobiłabym wielkich kokosów. Być może zwyczajnie nie mam zmysłu do interesów… Gdy w szkole średniej dostałam do wypełnienia test predyspozycji zawodowych, w sferze stanowisk kierowniczych i menadżerskich nie uzyskałam zbyt wielu punktów. Przodował za to „społecznik” i depczący mu po piętach „artysta”. Ale czy to przekreśla moje szanse na przedsiębiorczość?
Prowadzenie firmy to duża odpowiedzialność – za samą firmę, za ludzi, za podejmowane decyzje. A te ostatnie nie przychodzą mi łatwo. Na szczęście, póki co nie muszę kierować przedsiębiorstwem. A samodzielność w podejmowaniu decyzji to coś, czego tak naprawdę dopiero się uczę. Niejednokrotnie wymaga to podjęcia jakiegoś ryzyka, wejścia w jakąś sferę niepewności, odwagi - i tej czasem brakuje.
Ale w życiu duchowym (przynajmniej dla mnie) jest jakoś inaczej. W tym codziennym życiu wiary (i…

paradoks Miłości

Bóg dał człowiekowi wolną wolę, więc nie może nikogo zmuszać do miłości, Jego trzeba wybrać. To jest paradoks: Wszechmogący, który wszystkiego nie może. Przychodzi i prosi o miłość.  ks. Jan Twardowski
Ostatnio coraz mocniej zdaję sobie sprawę, że istnieje w świecie duży deficyt miłości. Żyjemy, śnimy i umieramy… samotnie. Czekamy, aż ktoś nam powie: kocham cię; aż ktoś zapewni, że jest obok; aż ktoś przytuli, gdy będziemy w potrzebie. Czasem się tak dzieje – jednak nie zawsze i nie u każdego. Samotność nie mija, a pobłębia się. Niby wszyscy o tym wiemy, a jednak… często nie umiemy, nie chcemy, boimy się tę samotność zmniejszyć. Ona przecież nie zawsze jest zła, nie musimy jej tępić.  „Ale żeby chociaż tak nie bolało” – powiedziała do mnie jedna z moich koleżanek. „Chociaż tak…”.
Półtora roku temu zmarł mój dziadek. Rak żołądka, który się do niego przyczepił, strasznie go wyniszczył. Dziadek przez ostatnie miesiące swojego życia jadł przez sondę. Bardzo długo zachował swoją żywotność …

Być albo nie być (ogrem)...

Ogry są zielone, kąpią się w błotku i mają warstwy.
Są takie sfery, w których jestem totalnie zielona – techniczne nowinki, motoryzacja... Nie dość, że zielona, to jeszcze blondynka.
Czasem zdarzy mi się taplać w błotku, kiedy zwlekam ze spowiedzią; albo gdy taplam się w swoich smutkach, zamiast o nich komuś powiedzieć i spróbować spojrzeć na problem z innej strony; kiedy uciekam od obowiązków, a potem szukam dla siebie usprawiedliwienia.
Mam warstwy. O… jako kobieta mam bardzo dużo warstw. 😊 Warstw różnych zachowań, uczuć, emocji, przeżyć, przemyśleń. Te najbardziej zewnętrzne są dostępne dla wszystkich. Trochę niżej są takie, które widzi wielu, ale już nie każdy. Do innych dostęp mają nieliczni, a są i takie, które mam odwagę odkryć tylko przed jedną, może dwiema osobami. Ale jest i ta, do której czasem nie daję dostępu nikomu, nawet sobie samej…
Czyżbym zatem była ogrem?



Ale zacznijmy od początku.
Ogry są zielone, kąpią się w błotku i mają warstwy. 
Może i jestem zielona w niektórych k…